Ekran Twojego urządzenia ma zbyt małą rozdzielczość, aby poprawnie wyświetlić standardową stronę naszego festiwalu. Zapraszamy do odwiedzenia wersji mobilnej :)

Wersja mobilna
Festiwal Muzyki Improwizowanej: jaZZ i okolice /
jaZZ & beyond 2018: Individualism

WYWIAD Z REBECCĄ MARTIN

07 Sierpnia 2013 Wywiad z Rebeccą Martin /

„Muzyka nie jest dla mnie czymś najważniejszym”

z Rebeccą Martin, oryginalną nowojorską wokalistką, autorką tekstów i kompozytorką rozmawia Andrzej Kalinowski i Edyta Biskup tuż przed jej pierwszym koncertem w Polsce w ramach katowickiego festiwalu: Jazz i okolice

Andrzej Kalinowski: Twoja muzyka bardzo szybko nabrała cech piosenki autorskiej i bardzo osobistych interpretacji jazzowych standardów, gdzie zatem zdobyłaś to doświadczenie i siłę aby od początku iść własną oryginalną drogą, i to w momencie gdy tak wielu stylizuje się na wokalistów z lat 40., wczesnych lat 50. czy 60., na Billy, Sarę, Carmen, Blossom - cały ten cudowny świat amerykańskiej muzyki. Powiedz czy to mocne przekonanie, że warto śpiewać osobistym głosem wyniosłaś w naturalny sposób z domu czy może jest wynikiem jakiegoś szczególnego doświadczenia?

Rebecca Martin: Były takie chwile w moim poznawaniu muzyki, kiedy zatrzymywałam się przy płycie i słuchałam jej cały czas przez kilka miesięcy. Jednak gdy chodzi o moją twórczą naturę to muszę przyznać, że lubię nieustanne zmiany. Z tego też powodu, mnie jako autorkę utworów i tekstów piosenek, najbardziej zbliżało do muzyków uprawiających jazz i różnego rodzaju formy muzyki improwizowanej. Jest we mnie też pewna zabawna sprzeczność, polega ona na tym, że preferuję pragmatyczne podejście do życia, a zatem rutynę, pewne uporządkowanie i tych samych wybranych ludzi w moim prywatnym otoczeniu - co, jak często mogłam się o tym przekonać, jest dobrym dopełnieniem twórczego szaleństwa, z którym muszę i chcę się zmierzać. A co do standardów, to podczas dokonywania ich interpretacji, przydatnym okazało się moje doświadczenie w pisaniu tekstów. Wiesz z tym jest tak, że na początku pracy z zaciekawieniem analizuję dany utwór i słucham możliwie jak największej ilości jego wersji, jednak nigdy nie jestem szczególnie zainteresowana naśladowaniem jakiejś konkretnej czy nawet najciekawszej interpretacji. Zamiast tego wolę usłyszeć go zupełnie nienaruszonym i dojść możliwie jak najbliżej do intencji autora tekstu (dla osób piszących najczęściej nie jest to zbyt trudne). Wszystko to w celu znalezienia własnego emocjonalnego kontaktu ze słowami, melodią i harmonią tak by słuchacz odnalazł w tym moją szczerą wypowiedź.

A.K. Śpiewać chciałaś od zawsze? Bo nie powiedziałaś jak do tego doszło, pochodzisz z muzykalnej rodziny?

R.M. Śpiewałam od najmłodszych lat i z pewnością byłam do tego zachęcana. Teraz, kiedy sama jestem matką, widzę jak wielką jest to wartością. Wszystkie dzieci mają bowiem naturalne twórcze umiejętności. Nie do końca wiem dlaczego jedne za tym podążają, a inne nie. Ale dla mnie, to była wielka siła napędowa, która w pewnym momencie zmotywowała mnie bym przeniosła się z sielskiego Maine do New York City. Ja po prostu już w dzieciństwie wiedziałam, posiadałam tę świadomość, że chcę tam być ze względu na muzykę i tak się to rozpoczęło na początku lat 90-tych. Wspaniałe i szczęśliwie udane doświadczenie.

AK: Skoro mówimy o doświadczeniu to masz także za sobą nauki związane z pracą we współczesnym marketingu muzycznym, prywatnie zdecydowałaś się jednak na kompletnie autorską wypowiedź. Nie znajduję w Twoich piosenkach pośpiechu, owej nerwowej pogoni za modnymi brzmieniami, techniczną perfekcją, ograniczonym czasem wybrzmiewania melodii etc. Przy tym wszystkim twoje kawałki dalekie są od snobistycznych upodobań purystów, to raczej muzyka którą chce się słuchać wraz z przyjaciółmi. Powiedz z czego czerpiesz te głębsze jak i czysto estetyczne inspiracje?

RM: Trudno mi teraz jakoś poklasyfikować swoje teksty i muzykę aby opowiedzieć o nich coś więcej niż mówią one same. Wiesz, wszystkie moje utwory powstają w oparciu o doświadczenia życiowe. Jak już wspomniałam, cały czas szukam sposobów, aby dać upust swojej energii i kreatywności. Niezależnie czy to jest muzyka, rodzicielstwo, związki między ludźmi, praca społeczna, ogrodnictwo, gotowanie - wszystko to wpływa na powstawanie mojej muzyki. A z drugiej strony muzyka nie jest dla mnie czymś najważniejszym. Jest po prostu sposobem na wyrażenie własnej ekspresji i przecież każdy jest w stanie to wyrazić w swojej pracy, niezależnie od tego czym się zajmuje - oczywiście jeśli tylko tego pragnie. Osądzanie muzyki i jej klasyfikowanie, jak sam często zauważysz, kiedy ludzie sztywno trzymają się kategorii gatunkowych, prawie zawsze jest sporym ograniczeniem. Oczywiście darzę wielkim szacunkiem całą historię i dorobek poszczególnych muzyków, ale w momencie kiedy ma się już tego świadomość i dokonało się już pewnej analizy przeszłości to zawsze wybieram działanie bez ograniczeń, tak aby przysłowiowe niebo było jedynym ograniczeniem w twórczej pracy. W przeciwnym razie zrobiłoby się dość klaustrofobicznie.

A.K. Powiedziałaś, że muzyka nie jest najważniejsza, mówisz to pomimo sporego przecież zanurzenia w jej środowisko?

R.M. Mam po prostu na myśli to, że nie potrzebuję zgaszonych świateł czy zapalonych świec by tworzyć muzykę. Dla mnie jest to przede wszystkim forma komunikacji. Tak naprawdę nic nie potrzeba oprócz samej obecności i szczerości. Nigdy nie dążę do czysto muzycznej perfekcji, czymkolwiek by ona nie była.

A.K. Zatem szukając inspiracji spoglądasz w przyszłość albo w owo przysłowiowe niebo, przez cały czas będąc tu i teraz. To proste, a zarazem złożone, wszelako wymaga sporej wiedzy i świadomości miejsca z którego się wyrusza. Po tym co mówisz wnioskuję, że masz wielką umiejętność syntetyzowania, zatem jazz i sztuka improwizacji jest dla ciebie interesujący głównie z powodów umiejętności muzyków, ich niebywałej łatwości w sposobie poruszania się po tak wielu gatunkach czy odmianach muzyki. Powiedz co dla ciebie jest pomocne w celu lepszego wyrażenia słowa/siebie albo gdzie znajduje się przestrzeń w której improwizujesz?
R.M.: Improwizacja pojawia się już podczas samego pisania, i to zarówno na poziomie tekstu jak i melodii. Chwytasz kawałki i fragmenty tego, co do ciebie dochodzi, a potem tworzysz utwór. To naprawdę szalony i twórczy proces. Następnie po utworzeniu struktury utworu, to właśnie improwizacja staje się bazą. Im bardziej klarowna jest struktura utworu, tym więcej w niej przestrzeni dla wyjątkowych partii instrumentalnych tworzonych przez muzyków. Trik w moich melodiach polega na tym, aby zamysł z zewnątrz współgrał z początkiem, środkiem i końcówką i to wszystko w ciągu kilku krótkich minut trwania piosenki.

A.K. Skąd czerpiesz inspiracje do pisania, czy ma ono charakter impulsu czy robisz to w bardziej usystematyzowany sposób.

R.M. Ostatnio, zdałam sobie sprawę z pewnej tendencji w moich tekstach. One są komunikatami dla mnie samej. Subtelną wskazówką, nie wiadomo skąd, na moje pytania czy pomysły, które mam w danej chwili. Nazywamy to działaniem intuicyjnym - to naprawdę coś niesamowitego. W interpretacji standardu także polegam na intuicji, dzięki temu zbliżam się do moich piosenek. Kierowanie się nią jest chyba wyczuwalne w mojej twórczości.

Edyta Biskup: Porozmawiajmy przez chwilę o twojej pracy songwritera i rzeczach które poruszasz w swoich tekstach. W utworze ‘Lead Us’ śpiewasz: „Nie wstydzę się przyznać, że to mężczyzna doprowadził mnie do miejsca, gdzie bardziej czuję się kobietą”. Opowiedz mi, proszę, o swojej drodze od miejsca, gdzie chciałaś być w pełni niezależną osobą, w pełni decydującą o sobie, niechętną kompromisom, wojowniczką i buntowniczką do miejsca, w którym teraz jesteś.

R.M.: Myślą przewodnią tego utworu było uświadomienie sobie, że również tak zwana „silna kobieta” ma swoje potrzeby i pragnienia. Szczególnie dzisiaj wyraźnie widzimy, że praktycznie wszędzie kobiety mają wielkie oczekiwania, ale i dzierżą wielką odpowiedzialność, prowadząc dom, wychowując dzieci, robiąc karierę. Odczuwamy presję, by na wszystkich tych płaszczyznach być tak samo zaangażowanymi, tak samo dobrymi. ‘Lead Us’ jest piosenką o ustępowaniu, łagodnieniu przez proszenie i przyjmowanie pomocy czy wsparcia. Proszenie zawiera w sobie swoiste piękno i pokorę. Buduje silniejsze więzi między ludźmi. To piękne, gdy ten, który umie dawać, potrafi też przyjmować.

E.B.: Kobiecość związana jest z dorastaniem, dojrzałością i zyskiwaniem samoświadomości. Czym jest ona dla Ciebie? Czy to stan umysłu? Styl życia? Sposób postrzegania drugiego człowieka?

R.M.: Wydaje mi się, że wciąż zmierzam do samoświadomości, która oznacza podążanie ścieżką prawdy. Bycie kobietą jest dla mnie czymś bardzo fizycznym i konkretnym. To niezwykle zmysłowe, intuicyjne i głębokie doświadczenie.

E.B.: Do Nowego Jorku trafiłaś z Maine, które pozostało krainą twojego dzieciństwa, powiedz co znalazłaś w tak eklektycznym i kosmopolitycznym miejscu jak Nowy Jork? I w końcu – jakie warunki, jaką atmosferę musi mieś przestrzeń, którą nazywasz domem?

R.M.: Nowy Jork to miasto, które zbudowała także muzyka - jedno z zaledwie kilku najważniejszych centrów muzyki na świecie. Zatem to naturalne, że potrzeba tworzenia muzyki zaprowadziła mnie do Nowego Jorku. Praktycznie zawsze wiedziałam, że opuszczę Maine, ale zamiana otwartych przestrzeni i spokoju na betonową dżunglę i zgiełk była dla mnie wielką niewiadomą – wyzwaniem, na które przygotowywałam się wówczas z całą naiwnością, którą wtedy wykazywałam. Jednak tak mocno zurbanizowane środowisko z jakim mamy do czynienia w Nowym Jorku, jest znakomitą pożywką dla kreatywności. Wiele i bardzo szybko się uczysz. To miejsce, do którego od zawsze przybywali i wciąż napływają ludzie z całego świata. Ten kulturowy tygiel, wielość myśli, idei, muzyki sprawia, że ciągle chcesz się uczyć czegoś nowego. Aczkolwiek ostatnio, kiedy w końcu dorosłam i chciałam założyć rodzinę, poczułam, że muszę wrócić do tego, co znajome i bezpieczne. Dlatego opuściliśmy z Larrym Grenadierem (kontrabasistą jazzowy znanym min. ze swojej współpracy z Bradem Mehldau, Johnem Scofieldem czy Patem Metheny – dop. red.) Nowy Jork. Dalej jesteśmy zakochani w energii tego miasta, ale potrzebujemy teraz czegoś innego. To niesamowite przeżycie pozostawać wciąż w przestrzeni wielkiego miasta, a zarazem widzieć szczyty gór i siedzieć przy ognisku, które pali się tuż za naszym gankiem. I świerszcze! Kocham świerszcze późnym latem... żaby wiosną... wszystkie te rzeczy, które znaczą początki i końce pór roku. To dla mnie teraz najważniejsze.

A.K. Na koniec mam pytanie dotyczące twojego udziału w nagraniach Paula Motiana dla wytwórni Winter&Winter (Paul Motian on Broadway vol.4). Powiedz jak doszło do spotkania i tej znakomitej sesji nagraniowej - czy będzie ciąg dalszy tej wybornej muzyki?

R.M. Znałam już Paul’a od jakiegoś czasu, wielu z moich rówieśników grało i przyjaźniło się z nim. Od Kurt’a Rosenwinkel, Steve’a Cardenas, mojego męża, Larry do Bill’s McHenry. On dostał moją płytę i skontaktował się ze mną, ponieważ chciał wiedzieć czy byłabym zainteresowana zaśpiewaniem w jednym z jego projektów bez wspomagania mego głosu przez instrument harmoniczny, a tylko z udziałem saksofonu, basu i perkusji. To był naprawdę twórczy proces, który mocno mnie zaangażował. Pracowaliśmy bez pośpiechu. Byłam mniej więcej w czwartym miesiącu ciąży kiedy Paul mnie zaprosił i prawie w dziewiątym kiedy zakończyliśmy to nagranie. Mam wielką nadzieję, że jeszcze pojawi się projekt gdzie znowu zagramy razem.

A.K.: A jakie są Twoje aktualne artystyczne plany?
R.M.: Kończę pisać utwory na kolejny album i właśnie wchodzę do studia.

A.K. Zatem czekamy na Twoje nowe nagrania i listopadowy koncert w Polsce, dziękujemy za rozmowę.

Kategorie
Jesień
2018