Ekran Twojego urządzenia ma zbyt małą rozdzielczość, aby poprawnie wyświetlić standardową stronę naszego festiwalu. Zapraszamy do odwiedzenia wersji mobilnej :)

Wersja mobilna
Festiwal Muzyki Improwizowanej: jaZZ i okolice /
jaZZ & beyond 2018: Individualism

WYWIAD Z MARKIEM COPLANDEM

07 Sierpnia 2013 Wywiad z Markiem Coplandem /

Z Marc Coplandem tuż przed jego jesiennymi koncertami w Polsce rozmawiają Andrzej Kalinowski i Beata Zakrzowska


Marc Copland to wybitny amerykański pianista, którego muzyczna prasa określa jako "King of Harmony" gloryfikując w ten sposób jego pianistyczny kunszt i fenomenalne poczucie harmonii. Copland przywiązał się do nadawania muzyce sensu poetyckiego. Doskonale wie jak, nie budząc nostalgii, nawiązać do tradycji amerykańskiego jazzu oraz jak zbliżyć się do europejskiej muzyki klasycznej, twórczości: Debussy’ego, Satie, Ravela, a także jak znaleźć wspólne elementy w muzyce Fryderyka Chopina i Billa Evansa. Pianista ma w swojej dyskografii wiele płyt, które otrzymywały rekomendujące recenzje prasowe na całym świecie. Wśród muzyków, z którymi współpracował są m.in. John Abercrombie, Billy Hart, Gary Peacock, Michael i Randy Brecker, Bob Berg, Kenny Wheeler, Dave Liebman, Joe Lovano, Bill Stewart, Bob Belden, Tim Hagans, Ralph Towner, Drew Gress, Paul Motian i wielu innych.


Wielkim uznaniem cieszą się nagrania oraz koncerty, które Copland realizuje w autorskim trio. Od kilku sezonów nagrywa z z basistami: Gary Peacockem i Drew Gressem oraz perkusistami Jochenem Ruckertem i Billem Stewartem dla niemieckiej wytwórni płytowej Pirouet Records.


W październiku i listopadzie wystąpi w Polsce na trzech koncertach: 9 października zagra w trio z Drew Gressem i Jochen Rueckertem w sali koncertowej Akademii Muzycznej w Katowicach, gdzie interpretować będzie muzykę Fryderyka Chopina wraz z gościnnym udziałem Kwartetu Śląskiego, w programie, który zatytułował Echoes of Chopin. Dzień później da koncert klubowy w katowickiej Hipnozie. Natomiast w listopadzie wystąpi w duecie z Gary Peacockiem we Wrocławiu, w ramach festiwalu Jazztopad. Oto wywiad z niezwykle skupionym i wyciszonym artystą jazzu, przeprowadzony specjalnie dla Jazz Forum.




Jazz Forum: Jak to się wszystko zaczęło, kiedy wciągnął cię jazz i postanowiłeś, że fortepian będzie najważniejszym instrumentem dla wyrażania siebie?




Marc Copland: Zająłem się jazzem kiedy miałem 16 lat, jako saksofonista altowy, założyłem kwartet z trzema muzykami w Filadelfii i tworzyliśmy coś na kształt kwartetu Dave'a Brubecka. W wieku 25 lat, pisałem kompozycje, które wydawały się, że mają swój własny emocjonalny ładunek i indywidualny język muzyczny - słyszałem bardzo osobisty kierunek muzyczny. Te kompozycje oraz ten kierunek zdecydowanie nie mogły w pełni wyrażać się na saksofonie, tak więc przerzuciłem się na na fortepian abym mógł zbadać tą nową ścieżkę, by móc podążać za tym co mam w sercu.




JF: Przez wiele lat rytm i swobodna improwizacja określały szczególną atrakcyjność oraz ekspansję amerykańskiej pianistyki jazzowej w Europie, dla Ciebie równie ważne są aspekty harmoniczne, pozostajesz jakby w pół drogi pomiędzy tym co tak charakterystyczne dla jazzu amerykańskiego, a tym co europejskie, bezpośrednio wynikające z tradycji muzyki klasycznej. Oczywiście nie chcę tutaj dzielić czy szufladkować muzyki, dlatego chciałbym abyś to lepiej zdefiniował.


MC: Trudno w kilku zdaniach odpowiedzieć na twoje pytanie, ponieważ każdy słyszy i czuje muzykę na różne sposoby. Jazz, według tego co sam słyszę, posiada takie główne elementy: dobry rytm, groove lub swing, głębokie powiązanie z innymi muzykami w zespole poprzez wzajemne słuchanie, uwielbienie pięknych dźwięków i akordów, potrzebę wyrażenia pewnego rodzaju głębszego znaczenia poprzez muzykę właśnie. Obecność improwizacji jest oczywista ale ważna jest także wolność i co za tym idzie swoboda poruszania się w każdym kierunku, w każdej chwili.



JF: Czy sztuka improwizacji przekłada się u Ciebie na życiową praktykę?


MC: Oczywiście że tak. W pewnym sensie to jak uprawianie medytacji czy jogi.



JF: Mam wrażenie, wynikające z odbioru współczesnego jazzu, że jego główne aspekty coraz bardziej się uniwersalizują, że emocje, indywidualna wrażliwość, charakter intelektu oraz umiejętność komunikowania z odbiorcą są teraz najważniejsze dla improwizatora, kwestią jakby drugoplanową jest stylistyczna czystość i poprawność względem tradycji. Jak Ty to odczuwasz?


MC: Wrażliwość, intelekt i komunikatywność są tym o co chodzi w muzyce. To przygoda dla umysłu i romans dla serca. Aby to osiągnąć bardzo ważna jest klarowność. Styl jaki wytwarza artysta jest wynikiem jego wizji, jego koncepcji muzyki. Jeśli artysta ma jasną i wyraźną wizję, wówczas jego lub jej styl będzie się rozwijał i stanie się wyjątkowym. To proste i złożone zarazem.

Jeśli mamy grającego muzyka, wówczas zawsze jest - lub powinien być - przynajmniej jeden odbiorca: słuchacz lub inny muzyk. Istotną częścią procesu twórczego muzyka jest wsłuchanie się, jeszcze przed samym graniem, w przestrzeń wokół siebie samego, w przestrzeń sali koncertowej, w przestrzeń wokół publiczności, jak również w innych muzyków - w to co grają oraz jak odczuwają muzykę. Muzyka improwizowana różni się bardzo z chwilą kiedy ma miejsce tego rodzaju doświadczenie - wsłuchiwania się. Staje się bardziej charakterystyczna i porusza. To otwiera kanały komunikacyjne pomiędzy jej wykonawcami i publicznością. Tego nikt nie może uczyć, ale paradoksalnie można się tego nauczyć - jeśli tylko muzyk jest otwarty na tyle, by odłożyć na bok swoje indywidualne ego i gdy będzie potrafił całkowicie zanurzyć się w tej przestrzeni, w której wydarza się muzyka.


JF: Dokładnie, wszystko to o czym teraz powiedziałeś usłyszałem w Twojej muzyce, w pewnym momencie, to co i jak grasz, było dla mnie niczym lekarstwo na rozterki ducha.


MC: Dzięki za podzielenie się ze mną tą uwagą, to co powiedziałeś jest bardzo miłe. Muzyka nie istnieje bez słuchacza. Jeśli nie ma nikogo na drugim końcu, to nie ma też dobrego połączenia z samą muzyką.


JF: Żyjemy w czasach ogromnej konkurencji i dynamicznego rozwoju technologii, jednak Twoja muzyka odbywa się jakby ponad tym szalonym impetem współczesnego życia, zachowujesz jasność umysłu i harmonię ducha, zapewne pracujesz też nad ciałem?


MC: Sposób w jaki gra muzyk odzwierciedla kim on lub ona jest... czasami wiele można o nim pomyśleć tylko na podstawie słuchania muzyki jaką wykonuje. Mens sana in corpore sano, prawda? Te wszystkie dźwięki, które muzyk nosi wewnątrz, nie ujawnią się w pełni jeśli ciało nie jest w dobrej formie i nie jest wystarczająco zrelaksowane. Joga jest w tym bardzo przydatna. Wybitny skrzypek Yehudi Menuhin, przypisywał długość swojej kariery właśnie jodze - koncertował do 90 roku życia.



JF: Z pewnością znasz przykłady kobiet, które są aktywne artystycznie w świecie muzyki improwizowanej. Jak postrzegasz różnice i podobieństwa w ich podejściu do muzyki? Wszelako jazz wciąż wydaje się być domena męskiej aktywności.


MC: Mogę mówić jedynie z punktu widzenia Nowojorczyka. Kiedy słyszę muzykę i wykonującego ją instrumentalistę, nie słyszę w tym płci, rasy, korzeni etnicznych czy wieku, słyszę tylko dźwięki. Dźwięki nie znają płci czy koloru skóry osoby, która je tworzy.



JF: Twoja muzyka chwilami jest też bardzo sensualna, dotyka przestrzeni, kolorów, obrazów, powiedz czy pracowałeś kiedyś nad muzyką filmową czy teatralną, jeżeli tak to czy było to dla ciebie szczególnym doświadczeniem?



MC: Nigdy nie komponowałem dla filmu czy teatru, ale uwielbiam wszelkie gatunki muzyki i niektóre moje ulubione pochodzą z filmu. Georges Delerue, Francis Lai, Ennio Morricone, dla przykładu.



JF: Teraz chciałbym zapytać o projekt Chopinowski - Echoes of Chopin, który wykonasz w Katowicach, jak go widzisz, jak odbierasz jego muzykę ze swojej amerykańskiej perspektywy i czy znasz interpretacje Chopina polskich muzyków jazzowych?



MC: Znam jedynie utwory Chopina, jego Etiudy, Preludia, Nokturny. Moimi ulubionymi odtwórcami są klasycy: Frederic Chiu i Maria Joao Pires, niewątpliwie jest też bardzo wielu innych wspaniałych muzyków. Cóż, piszę właśnie partyturę na kwartet smyczkowy, nie chcę jednak uprzedzać publiczności przed naszym spotkaniem, trudno jest mi wyrażać muzykę słowami, jednak bardzo jestem ciekaw spotkania z polskimi muzykami i publicznością w Katowicach.



JF: Gdybym był muzykiem zapewne potrafiłbym kompetentnie dociekać szczegółów twojej współpracy z zespołem, tymczasem mogę tylko wypowiedzieć to co słyszę: wyjątkową spójność muzyki, jedność odczuwania, niemal telepatyczne porozumienie. Jak osiągasz tak intensywny poziom porozumienia w swoim trio?



MC: Generalnie gram z muzykami, którzy wiedzą jak słuchać. To coś co odczuwa się natychmiast, tzn. czy inny muzyk słucha czy też nie. Drew Gress i Jochen Rueckert są jednymi z najlepszych muzyków jakich znam i dwoma najlepszymi we wrażliwym słuchaniu siebie nawzajem.

Moja znajomość z Drew zaczęła się wiele lat temu. Spotkaliśmy się kiedy ledwie zaczynał grać, rozmawiałem z nim o uczeniu się wsłuchiwania w harmonię melodii, nie tylko w tą harmonię, która już tam jest, ale w harmonię jaka byłaby dopiero możliwą. Był zainteresowany takim podejściem i zbudowaliśmy dobrą relację, która trwa przez ponad trzy dekady. On ma wspaniałe wyczucie tego gdzie mogą dotrzeć tony, a jego technika i artykulacja pozwala swobodnie przełożyć myśl na dźwięk bez najmniejszego wysiłku – to prawdziwy kunszt w grze na kontrabasie, instrumencie na którym wcale nie jest tak łatwo grać.

Jochen Rueckert dostał ode mnie telefon w pewien deszczowy wieczór dziesięć lat temu, kiedy potrzebowałem perkusisty na spokojny poniedziałkowy koncert, ponieważ mój stały perkusista akurat wyjechał. Nigdy wcześniej nie spotkałem Jochen'a i właściwie nic o nim nie wiedziałem.

Spóźnił się trochę ale mocno padał deszcz, a jego auto miało awarię w samym środku New York City, kompletnie nie było czasu na jakiekolwiek dyskusje. Na pierwszą część koncertu wybrałem coś względnie prostego zatem nie były potrzebne słowne wskazówki, lubię porozmawiać z muzyką na scenie, jednak nie za pomocą słów, on to doskonale zrozumiał i zagrał wspaniale. Pomyślałem sobie, że teraz można spróbować coś bardziej wyszukanego.

Pozostała część wieczoru wyglądała tak: ja zaczynałem tonację, która z czasem robiła się coraz bardziej skomplikowana, przy czym nie ostrzegałem Jochen'a co zamierzam – niektóre z utworów były standardami, ale były też moje kompozycje, których nigdy nie słyszał - jednak wszystko grał wyśmienicie. To muzyk, który wie jak słuchać i jak reagować na zmiany. Cały czas z nim współpracuję.


JF: Podsumowując, jaka jest twoja wizja muzyki?


MC: An adventure of the mine, an affair of the heart.








 

nowsza wszystkie aktualności starsza
Kategorie
Jesień
2018