Ekran Twojego urządzenia ma zbyt małą rozdzielczość, aby poprawnie wyświetlić standardową stronę naszego festiwalu. Zapraszamy do odwiedzenia wersji mobilnej :)

Wersja mobilna
Festiwal Muzyki Improwizowanej: jaZZ i okolice /
jaZZ & beyond 2018: Individualism

WYWIAD Z IRKIEM WOJTCZAKIEM

07 Sierpnia 2013 Wywiad z Irkiem Wojtczakiem /

IRENEUSZ WOJTCZAK - saksofonista, kompozytor, aranżer, pedagog, absolwent Akademii Muzycznej w Gdańsku. W roku 2000 jako współtwórca trójmiejskiej grupy Groovekojad otrzymuje statuetkę: Fryderyk 2000 - w kategorii Muzyka Alternatywna, a w 2001 roku nagrodę Polish Dance Award 2001 jako debiut roku.

W 2005 roku założył własny zespół jazzowy IREK WOJTCZAK QUARTET i nagrał płytę „Look To The Sky” a dwa lata później ukazuje się jego kolejny album „Outlook”, gorąco przyjęty zarówno przez krytyków jak i jazzfanów. Miał też swój udział w nagraniu płyty "Melisa" Przemka Dyakowskiego, która została wyróżniona mianem Złotej Płyty w 2008 roku. Jako instrumentalista otrzymał wyróżnienie: NAJWIĘKSZA INDYWIDUALNOŚĆ JAZZOWA 2008 roku na Bielskiej Zadymce Jazzowej.

Jest też współtwórcą Polish Brass Ensemble oraz saksofonistą w Tymański Yass Ensemble. Był odpowiedzialny za przygotowanie aranżacji na wspólny koncert Dave'a Douglasa i zespołu Tymona Tymańskiego podczas Warsaw Summer Jazz Days 2009, koncert ten poświęcony był Lesterowi Bowie. Pod koniec ubiegłego roku wydał płytę „Freeyo” nagraną wspólnie z Wojciechem Mazolewskim i Michałem Gosem. Na co dzień pracuje i mieszka wraz z żoną Magdaleną – muzykiem klasycznym – i synem Mikołajem w Sopocie.


Jazz Forum: Spotykamy się przy okazji II edycji Festiwalu Jazz i Okolice w Katowicach. Jutro będzie miało tu miejsce bardzo ciekawe wydarzenie, razem z Maćkiem Obarą weźmiesz udział w otwartej próbie muzycznej, która zaowocuje wspólnym koncertem z amerykańskimi muzykami Fonda/Stevens Group. Jak to przedsięwzięcie będzie wyglądało?


Irek Wojtczak: Maciej Obara i ja jesteśmy zaproszonymi gośćmi do tego projektu, a zatem to raczej oni będą wodzili prym. Wymieniliśmy się wcześniej kompozycjami z basistą Joe Fondą i pianistą Michaelem Jefry Stevensem. Na pewno jest to sprawa bardzo otwarta i oparta na spotkaniu, bo chyba w jazzie przede wszystkim chodzi o spotkanie ludzi, którzy w efekcie finalnym kreują muzyczny dialog, To wielki zaszczyt spotkać takich muzyków, tym bardziej, że przez lata współpracowali z takimi artystami jak: Anthony Braxton, Archie Shepp czy Dave Douglas - darzę ich ogromnym szacunkiem i bardzo cieszę się, że udało się zorganizować ten projekt.


JF.: Cofnijmy się w przeszłość. Jak zaczęła się Twoja przygoda z dźwiękami? Jak obudziła się w Tobie pasja do muzyki?


I.W. Każdy ma swoją historię, moja zaczęła się od akordeonu – bo gdzie akordeon w domu tam „harmonia” w rodzinie (śmiech). Miałem osiem lat gdy rodzice zakupili dla mnie mały akordeon (24 basy), miał około półtora oktawy, no i zacząłem studiować melodie z telewizorka. Palcem dotykałem klawiatury i tam szukałem swojej melodii. Później grałem na podwórkach gdzie ludzie śpiewali a ja dobrze się przy tym bawiłem, zawsze uważałem, że muzyka to sztuka ludyczna i taką powinna zostać. Zawsze myślę o tym, że to my jesteśmy tutaj dla kogoś, dlatego fajnie znaleźć to coś, czym możesz kogoś obdarować. Tak więc zostałem obdarowany akordeonem i sam obdarowuję teraz mamę, tatę, przyjaciół i całą moją publiczność swoją muzyką.


JF.: Zazwyczaj zdarza się tak, że artysta spotyka w życiu jakąś ważną postać, która wpływa i kształtuje jego twórczość. Czy w Twoim przypadku było podobnie?


I.W. Każdego dnia Ktoś bądź coś nas inspiruje, to poszczególne osoby, ludzie w większej grupie, miejsca, drzewa, morze, natura przy której siadam w świetle słońca i wpadam w rezonans. W moim przypadku na pewno są to muzycy ludowi, których od dzieciństwa słuchałem. Łowicz, tam wciąż jeszcze można spotkać żywą kulturę ludową. To były moje pierwsze inspiracje dźwiękami. Później, kiedy sprowadziłem się do Trójmiasta i tam zamieszkałem, narodziłem się ponownie dzięki wszystkim wspaniałym artystom wybrzeża, którzy zapraszali mnie do wspólnego grania. To dzięki ludziom odkrywam gdzieś swój świat i staram się go pielęgnować aby mógł świecić innym ludziom.


JF.: Później była przygoda z Gdańską Akademią Muzyczną, którą ukończyłeś. Jak wspominasz lata na Akademii? Pytam o to także w kontekście filmu Elvina Flamingo „Small Spaces” opowiadającym o warsztatach muzycznych na Akademii Muzycznej w Katowicach, jesteś jednym z narratorów tej historii.


I.W. Po ukończeniu dyrygentury zajmowałem się muzyką barokową i to mnie niesamowicie fascynowało. Chciałem rozwijać te zainteresowania. Dostałem ofertę pracy, miałem dyrygować zespołem muzyki dawnej w Gdańsku ale zrezygnowałem, ponieważ jak to mówią, połknąłem bakcyla jazzu. Na pierwszym roku studiów ktoś mnie zabrał na koncert jazzowy. Usłyszałem znakomitego saksofonistę Maćka Sikałę, poznałem się z Jackiem Olterem i Tymonem Tymańskim. Później chodziłem na pierwsze próby Miłości. Dla mnie to było fascynujące, gdyż ja nic o tym nie wiedziałem, jedynie gdzieś to intuicyjnie wyczuwałem. Z Tymonem współpracujemy do dziś i bardzo szanuję faceta. Studiowałem dyrygenturę i łaziłem gdzieś tam do piwnicy grać na saksofonie. Mój profesor, bardzo ortodoksyjny pan, nie życzył sobie żebym jako przyszły dyrygent poszerzał arkana wiedzy gry na saksofonie, więc w pełnej konspiracji udało mi się zakończyć edukacje muzyczną na tejże uczelni. Część wiedzy wyniesionej z akademii pozostała we wspomnieniach. To nie znaczy, że o niej zapomniałem, bowiem wciąż czerpię inspirację z muzyki klasycznej, którą studiuję i analizuję na własny sposób i użytek, później przenoszę tę wiedzę na terytorium jazzu. Pytałeś o warsztaty z muzykami z The Center For Improvisational Music w Nowym Jorku. Mam wielką nadzieję, że katowickie warsztaty wpłynęły na świadomość kolejnego pokolenia muzyków improwizujących. Osobiście wyniosłem z tego wielką lekcję i wiarę w siebie. Pragnę, abyśmy zachowując tradycję niekoniecznie odcinali się od tego co nas otacza, co zdarza się teraz w muzyce i w ogóle całej ludzkiej kulturze. Nie możesz tego nie zauważać i zamknąć się tylko w przeszłości. To ucieczka! Trzeba stanąć twarzą w twarz z rzeczywistością, która wpływa na wszystko co się wokół nas wydarza. Ufać uchu i intuicji, być szczególnie wrażliwym na powstające zależności, a jednocześnie pamiętać o ludziach dzięki którym robimy dalsze kroki przed siebie.


JF.: W 2008 roku zdobyłeś tytuł największej indywidualności jazzowej na Bielskiej Zadymce, a jako lider podpisałeś do tej pory tylko trzy płyty. Natomiast przewijasz się przez masę zespołów, jak to się dzieje, że nie znajdujesz czasu, aby zrobić coś swojego? „Outlook”, ostatnia podpisana tylko twoim nazwiskiem płyta, ukazała się w 2005 roku. Dość długo każesz nam czekać na coś nowego.


I.W. Nagrałem od tej pory dużo więcej muzyki. Właśnie ukazała się płyta „Freeyo”- to taka około awangardowa muzyka nagrana w Radio Gdańsk wspólnie z Michałem Gosem i Wojtkiem Mazolewskim, jest też „Free Tibet” Tymona Tymańskiego z moim udziałem. Jednak nie należę do grupy ludzi, którzy za wszelką cenę pchają się na plakat. Moja samorealizacja to oddanie się bardziej samej muzyce i radość grania z innymi, obojętnie w moim zespole czy grupie kolegi. Interesuje mnie muzyczna akcja, moment w którym jesteś ty i są ci wszyscy ludzie, zarówno muzycy na scenie jak i cała publiczność - przeżywająca to co do niej dociera z naszej strony. Ta chwila jest najważniejsza.


JF.: Koncerty, odbiór muzyki i granie na żywo są najważniejsze?


I.W. Tak. Ale nie zapominajmy o spotkaniu. To, że spotykam tych panów z Nowego Jorku na zwyczajnej pogawędce, niekoniecznie o muzyce. Tematy o naszych życiowych sprawach, dzieciakach, rodzinach, o tym skąd pochodzimy i dokąd zmierzamy. Dla mnie to jest właśnie jazz. To obcowanie i ta rozmowa o pozornie tylko tych zwykłych rzeczach jest bardzo ważna. Aby dobrze wykonywać muzykę oparta o zespołową improwizację, a jazz jest taką muzyką, musi powstać między ludźmi pewna nić porozumienia mentalnego, musi też być wzajemne zaufanie, które decyduje o tym, że muzyka zaczyna przybierać określoną formę, dynamikę i rytm.


JF.: W takim razie porozmawiajmy o Twoim najnowszym projekcie, nagranym wspólnie z Wojtkiem i Michałem. Jak doszło do waszego mentalnego porozumienia?


I.W. Tworzymy wspólnie myśląc o niezależności. Gdy pojawiłem się w Trójmieście, wszędzie grało się jam session, włączyłem się w to i grałem je przez 15 lat. Ale zaglądałem też w inne, mniej konserwatywne miejsca, w których działy się mniej przewidywalne muzycznie rzeczy. To tam poznałem muzyków z tego środowiska, o którym muzyczni ortodoksi wypowiadają się niepochlebnie. Sam stałem tak przez pewien czas pomiędzy, w pewnym momencie pomyślałem, że muszę spróbować tego dotknąć i tak to się zaczęło. To był główny czynnik, który spowodował, że postanowiłem wykorzystać całą swoją erudycję i wiedzę, żeby połączyć te dwa światy, bo wiem, że zarówno jedni jak i drudzy mogą się nawzajem inspirować a tym samym tworzyć jeden świat. Tak też doszło do naszego porozumienia.


J.F.: Aranżowałeś kompozycje Dave'a Douglasa oraz Tymański Yass Ensemble na wasz wspólny koncert w Warszawie, powiedz jak ci się pracowało z tym wybitnym amerykańskim trębaczem i kompozytorem.


Trzy kompozycje Douglas zaaranżował osobiście ja wpłynąłem tylko na wybór solistów. Reszta kompozycji to kolektywna akcja i że tak powiem dobrowolne zgłaszanie się na solo. Właśnie takie otwarte granie dało spektakularny, bardzo energetyczny i momentami zabawny efekt. Na co dzień tak pracujemy w Ensemblu – pełna demokracja i Dave też to kupił. Dał nam wiele swobody, niczego nie narzucał, przypilnował jedynie aby dobrze zagrane zostały tematy i ustawił rytm w swoich kompozycjach. Dave Douglas to profesjonalizm i klasa sama w sobie. Nigdy wcześniej nie spotkałem muzyka, który w tak sugestywny sposób stymuluje innych do wspólnego grania, próby nie były dla nas jakąś żmudną pracą, to było fajne energetyczne spotkanie. Oczywiście była praca i sporo graliśmy przez te dwa dni, ale było to jak rozmowa, wzajemne poznawanie się poprzez dźwięki bez wypowiadania wielu słów. Bardzo zaimponował mi na próbach swoją pamięcią muzyczną, skromnością i elokwencją. Myślę że wytworzenie rytmu wzajemnych i czystych relacji to idea, którą musimy przyswoić aby współgrać ze światem i aby świat korespondował z nami. Tego sobie życzę. A tobie Andrzeju, a także Mariuszowi Adamiakowi dziękuję za pomysł i profesjonalną organizacje naszego spotkania z tak wybitnym artystą jakim jest Dave Douglas.


J.F.: Czym dla Ciebie jest improwizacja? Jak się w niej odnajdujesz? Jak ten proces zachodzi w Tobie? Potrafisz go jakoś opisać?


I.W. Opróżnianie umysłu z tego co znane. Na początku istnieje nic. To jest tak, jakbym robił pierwszą kropkę na płótnie i zaczął malować. Nigdy nie wiem jaki będzie efekt finalny. Jest to zależne tak od publiczności jak i od muzyków, którzy znajdują się ze mną w danym momencie na scenie. Słyszenie tego jest możliwe wyłącznie wtedy gdy panuje owa czystość i w której jakby znikają na moment wszelkie wartościujące oceny. Improwizacja wyłaniająca się z takiego punktu jest dla mnie priorytetowa.


JF.: A jeżeli chodzi o inspiracje czysto muzyczne, to kogo słuchasz teraz?


I.W. Jazz lat 60 – tych: Mingus, Dolphy, Monk. Szczególnie dla mnie ważny jest Shorter. Odkrywam też na nowo muzykę Anthony Braxtona, jest fascynująca. Z różnych lat: 70- tych, 80 i 90-tych, słucham rzeczy, które wcześniej do mnie nie dotarły. Oprócz jazzu lubię słuchać muzyki współczesnej. Uwielbiam aleatoryzm - Arnold Schönberg, Anton Webern, Alban Berg, kwartety smyczkowe Bartoka, muzyka fortepianowa Prokofiewa. Olivier Messiaen ,Witold Lutosławski bardzo mi leżą. Stawińskiego uwielbiam, jest po prostu genialny. Jako niedoszły dyrygent obserwuje do dziś jego partytury, tam jest taka cudowna grafika, która mnie onieśmiela (śmiech). Znakomitość Glenna Goulda podczas grania J.S.Bacha to moje wielkie uspokojenie.


JF.: Dziękuję za rozmowę, życzymy udanych spotkań i koncertów.


I.W. Dzięki wielkie. Pozdrawiam Was wszystkich.




Z Ireneuszem Wojtczakiem rozmawiali: Damian Włosek i Andrzej Kalinowski

.

nowsza wszystkie aktualności starsza
Kategorie
Jesień
2018